niedziela, 22 kwietnia 2018 roku
Z życia szkoły

Patron Szkoły
Przedmioty




e-dziennik

Najciekawsze video z życia Zespołu Szkół nr 13 w Gdyni

Cookies

Strona korzysta z plików cookies. Szczegółowe informacje o możliwości
i sposobach obsługi plików cookies dostępne są w ustawieniach Twojej przeglądarki internetowej.

Administratorem Danych Osobowych ADO w szkole jest pan Andrzej Gogola

Administratorem Bezpieczeństwa Informacji ABI w szkole jest pani Katarzyna Nowak

Żywa lekcja historii

 Dnia 11.05.11r. Zespół Szkół nr 13 w Gdyni odwiedzili Pan Aleksander Ryziński, prezes Związku Sybiraków oraz pani Halina. Chcieli opowiedzieć uczniom klasy I gimnazjum o tym, co Polacy przeżywali
w czasach zbrodni Katyńskiej.


Pani Halina w swojej wypowiedzi podkreślała w szczególności, że w każdych warunkach, przy pomocy rodziców i bliskich, można wyrosnąć na dobrego człowieka. Opowiedziała o swojej mamie, która wierzyła w swoją córkę, wspierając ją w jej decyzjach. Pani Halina ukończyła studia na wydziale elektroniki, a jej brat został inżynierem mechanikiem. Na pewno trudniej byłoby im uczyć się i wierzyć w swoje możliwości bez świadomości, że wspiera ich mama, która pomimo przeciwności losu starała się poradzić sobie w życiu po zamordowaniu jej męża w Katyniu.
Pani Halina opowiadała o cmentarzach, na których pochowano ofiary zbrodni Katyńskiej. "Chciałabym, żeby w waszych sercach i w waszych umysłach zaistniało słowo Katyń" powiedziała. 4000 ludzi pochowano w Katyniu. Znajdują się tam ludzie, którzy w 1939r. pragnęli bronić Polskę, swoje domy, bliskich. I właśnie przez miłość do Ojczyzny zginęli. Ludzie ci składali przysięgę i w swoim życiu kierowali się trzema zasadami - Bóg, Honor, Ojczyzna. Były to dla nich najważniejsze rzeczy.


Kilka lat później możliwość wymówienia publicznie słowa "Katyń" bez obawy, że zostanie się za to ukaranym, była dla rodzin katyńskich powodem do radości. Niektórzy dopiero po pięćdziesięciu latach mogli pojechać na groby swoich bliskich i pomodlić się na ziemi, gdzie zostali oni pochowani. Uczniowie, którzy uczestniczyli w spotkaniu mogli zobaczyć wiele zdjęć przyniesionych przez panią Halinę. Na fotografiach widniały cmentarze, wojsko Polskie, patrioci, a także dumni ludzie, którzy kochali swoje rodziny i ojczyznę tak bardzo, że nie bali się zginąć w ich obronie.


A właściwie jak to było z tym Katyniem? Otóż w 1939r. Niemcy zbratani z ZSRR postanowili osłabić Polskę. Państwo podzielono wzdłuż Wisły. Kraj istniał już tylko w sercach Polaków. Szacuje się, że do niewoli w tym czasie dostało się od 180 do 200 tysięcy ludzi. Umieszczono ich w trzech obozach: Starobielsku, Kozielsku i Ostaszkowie. Ludzie przewożeni tam byli w strasznych warunkach, ściśnięci w wagonach. Jechali kilkanaście dni, a potem przez długi okres czasu nie mieli możliwości skontaktowania się ze swoją rodziną. Dopiero po jakimś czasie pozwolono im pisać listy do swoich bliskich. Takie listy niektórzy ludzie mają do dziś, między innymi pani Halina. Cztery z nich przekazała do muzeów, aby inni też mogli je oglądać i bliżej poznać historię ludobójstwa w Katyniu i zamordowanych tam ludzi.
Następnie głos zabrał pan Aleksander. "Chciałbym dotrzeć do waszych młodych serc. Moja opowieść będzie smutna, ale prawdziwa", powiedział na początku. Następnie opowiedział o wywózce na Sybir
i o wszystkim, co potem się wydarzyło.


W 1939r. pan Aleksander razem ze swoim dziewięcioletnim bratem jechali na wakacje do babci. Byli wtedy jeszcze małymi dziećmi, które cieszą się latem. Niestety wybuchła wojna. Potem zaczęły się aresztowania, rewizje, aż w końcu, w lutym 1940 roku odbyła się pierwsza wywózka, która była bardzo okrutna ze względu na srogą zimę. Pan Aleksander razem ze swoim bratem i mamą zostali wywiezieni dopiero w kwietniu, kiedy to miejsce miała druga wywózka. W nocy zapukano do ich domu i w ciągu dwóch godzin kazano się spakować. Pan Aleksander wraz z bratem brali to, co koniecznie musieli zabrać i zawijali to w koce. Tymczasem ich mama płakała. Zapytała się gdzie chcą ich zabrać na co odpowiedziano jej, że do jej męża. Była to bardzo okrutna odpowiedŸ, ponieważ ludzie, którzy to mówili wiedzieli doskonale, że tata pana Aleksandra został niedawno zamordowany w Katyniu.


Potem rozpoczęła się podróż. Trwała ona czternaście dni i nocy. Jechano pociągiem bydlęcym. Nie było toalety, jedynie dziura wycięta w podłodze, którą jakieś kobiety zasłoniły prześcieradłami. Wśród zabranych osób było dużo dzieci, w tym niemowlaków, dla których brakowało mleka. Niestety z tej przyczyny dużo dzieci umarło. Tymczasem reszta podróżnych marzyła o czymś do picia, którego brakowało w pociągu, a także o jakimś ciepłym posiłku, gdyż jedli to, co udało się ludziom zabrać z domów.


Niestety to wszystko było dopiero początkiem koszmaru. Po dojeździe na miejsce podróżni zobaczyli szeregi ziemianek. Głównym meblem w każdym takim domu był piec. Praktycznie całą zimę spędzano się na takim piecu, gdyż okna były nieszczelne, przez co śnieg dostawał się do środka. Czasem podłogę pokrywał nawet lód. Jedynie piec był miejscem, gdzie można było poczuć choć trochę ciepła.
W wiosce, w której znajdowały się osoby z wywózki panował handel wymienny. Pieniądze nie miały tam praktycznie żadnego znaczenia. Dlatego właśnie mama pana Aleksandra wymieniała przywiezione przez siebie sukienki na różne niezbędne do życia rzeczy. Jednak w końcu nie było już czego wymienić na jedzenie, zapasy się skończyły, więc pan Aleksander wraz ze swoim bratem zbudowali własną ziemiankę. Dzięki temu nie musieli już płacić za mieszkanie w cudzym domu. Jednak pomimo tego kłopotów nie ubywało. Brakowało podstawowych ubrań, leków, nawet igieł niezbędnych do zaszycia podziurawionych ubrań. Po wybuchu wojny także miejscowi zaczęli umierać z głodu. Przyjeżdżali i zabierali jedzenie. Rosjanom było łatwiej, ponieważ mieli strzelby służące do polowania, a także ziemie przeznaczone do hodowli. Dzięki temu głód nie doskwierał im tak bardzo, jak osobom z wywózki.


Kłopotów przybywało. W 1944r. mamę pana Aleksandra pogryzł pies. Przez zimno rany się nie goiły. Pani Ryzińska zaczęła umierać. Razem z synami leżała na piecu, tak jak oni półprzytomna z głodu i zimna. Na szczęście pan Aleksander zauważył Rosjanki ładujące ziemniaki. Wyszedł więc z domu i udawał, że pomaga, co jakiś czas ukradkiem chowając ziemniaki do rękawa. Rosjanki widziały to, ale same były głodne, dlatego udawały, że nic nie zauważają. Dzięki temu panu Aleksandrowi, jego bratu i mamie udało się przeżyć. Pomimo tego pani Ryzińska miała się coraz gorzej. Ostatnią noc przed śmiercią długo rozmawiała ze swoimi synami. Powiedziała, że wierzy w to, iż kiedyś wrócą do Polski, a kiedy to im się uda, mają ucałować Polską ziemię.
Po śmierci swojej mamy, pan Aleksander został tylko z bratem. Niedługo potem zachorował na malarię. Po jakimś czasie z powodu choroby stracił przytomność, a jego bratu udało się wyprosić zgodę na zawiezienie go do pobliskiego szpitala oddalonego o 270 km. Po powrocie do zdrowia nie wrócili jednak z powrotem do obozu, ale pozostali w mieście. Znajdowało się tam większe skupisko Polaków, w których mieli wsparcie.


W 1944r. stworzono transport. Pan Aleksander wraz ze swoim bratem i innymi Polakami zostali wywiezieni na Ukrainę. Następnie zostali zatrudnieni w fabryce cukru. Głód przestał im doskwierać, ponieważ mieli dostęp do buraków i owoców, ale wciąż odczuwali tęsknotę za krajem. Jednak nawet po wojnie nie pozwolono im wrócić do Polski. Pan Aleksander przekupił więc kolejarza i razem z innymi wrócił do miejscowości, z której na początku ich wywieziono. Tamtejsi ludzie chcieli ich jednak odesłać z powrotem na Ukrainę. W końcu jednak braciom Ryzińskim udało się nielegalnie przekroczyć granicę Polski. Następnie pan Aleksander zatrudnił się w Marynarce Wojennej, dzięki czemu znalazł się w Gdyni. Teraz od prawie dwudziestu lat jest prezesem Związku Sybiraków. Niestety brat pana Aleksandra nie miał tyle szczęścia i nigdy już nie wrócił do pełnego zdrowia, co w końcu zakończyło się śmiercią.


Spotkanie z panem Aleksandrem i panią Haliną przybliżyło uczniom historię Katynia. Dzięki temu poznali losy  innych ludzi i zrozumieli, jakie ciężkie dla Polaków były tamte czasy. Jest nadzieja, że zapamiętają choć część tego, co usłyszeli i będą przekazywać tę wiedzę innym, dzięki czemu straszliwa i krwawa historia Katynia nigdy nie zostanie zapomniana.